Sandslash 2009

sandslash-2009

Tak jak rok temu warszawska drużyna GMF zorganizowała turniej plażowy w Dębkach o charakterystyce Fun przez duże F. Tym razem również odbył się pod patronatem BULI, z tym ze z większym rozmachem. W tegorocznej edycji uczestniczyło szesnaście drużyn, w tym dwie niemieckie i jedna portugalska. Graliśmy z jedna, czasem dwoma dziewczynami na linii. Astro Disco otarło się o podium. Zajęliśmy czwarte miejsce.

english version

Ostateczna klasyfikacja:
1.Diz-Cu – Lizbona
2.Uwaga Pies – Poznań
3.Spreevolvers – Berlin
4.Astro Disco – Bydgoszcz
5.Gmf – Warszawa
6.Cool Flights – Gdańsk
7.Dj Dahlem – Berlin
8.ADHD – Poznań
9.WD40 – Wrocław
10.Awf – Warszawa
11.Nine Hills – Chełmno
12.Tit Masters – Trzemeszno
13.KrakUF – Kraków
14.Bednarska – Warszawa
15.BC Kosmodisc – Warszawa
16.Żołądkowa Plażowa – All over Pickup Team

Po pierwsze nie można nie wspomnieć, iż wielu graczy wybrało się w miejsce turnieju kilka dni przed samym eventem. Nie można tez nie wspomnieć, ze ci gracze zabrali ze sobą znajomych, a ci także swoich znajomych i inne zwierzęta. W ten oto sposób, mieliśmy tam piękna mieszankę ludzi lubujących się w chillowaniu na drobniutkim piaseczku.
pull
Mecze rozpoczęły się, dzięki ci Jah, o 10:00. Dało to graczom troszkę więcej czasu na regeneracje, co dla niektórych było zapewne zbawienne… bo jod nie wystarczał. Sobotnie Astro Disco, a raczej jedna czwarta, oglądało jak reszta je śniadanie, następnie gra, aby doczekać się pozostałych (co nie znaczy wszystkich) wysłanników ognia i zagrać pierwszy mecz… jak się później okazało najtrudniejszy tego dnia. Przeciwnikiem był dobrze znany w Polsce, Berliński skład Dj Dahlem.
circle-with-dj-dahlem
Zagraliśmy strefą 2-2-1 force middle. Graliśmy punkt w punkt, jednak to my utrzymywaliśmy przewagę i dyktowaliśmy tempo meczu. A ze lubimy szybko, to sprintów było sporo. Głównym Astro odbiorcą tego meczu był Nowy, który ostro i zdecydowanie cutował do zony otrzymując przesyłkę na czystej pozycji, a gdy zaszła potrzeba wyłapując dysk ponad głowami rywali. Wygraliśmy 9:8.
Ten wynik dał nam pewność siebie oraz uśmiech , który gościł na twarzach Astronautów już do końca tego weekendu.
wuja-nowy
Kolejny mecz z Nine Hills. Szeregi armii trzystu wielkie i mimo, iż dobudził się Kris the Bear, Kozi the Gustator i Junior the Beatles, obawa przed zmęczeniem z powodu małej ilości zmian istniała. Jednak wielodniowe doświadczenie Astronautów wzięło górę. Zone defence działała i reprezentanci Chełmna popełniali wiele wymuszonych błędów, które były karcone szybką kontrą a’la Egzekucjan.
bartek-fore
Warszawska drużyna Kosmodisc aka Bez Ciśnień – był to nasz następny rywal. Mecz wyglądał podobnie jak ten z Nine Hills, z tym że wynik był większy o mniej więcej połowę. Warto wspomnieć, iż po pierwszym i jedynym punkcie zdobytym przez Kosmo, a przy stanie 8:1 skutecznie wprowadziliśmy w życie naszą nową taktykę Braveheart.
bartek-high-release-backhand
Po wyrzuconym do nas pullu ustawiliśmy horyzontalnego stacka. Placek podniósł Kris. Wszyscy inni uklękli na jedno kolano trzymając w ręku wirtualną dzidę. Stalling one, Kris krzyczy „HOLD!”, Stalling three, „HOLD!”. Warszawiacy lekko zdezorientowani, nie wiedząc czego mają się spodziewać patrzyli to na nas, to na siebie. Stalling five, „HOLD!”, Stalling seven, „GO!!!”. Każdy Astronauta wystartował jak z procy w kierunku zony i pobił w tym momencie swój rekord sprintu. Kris i jego kumpel dobry timing rzucili outside/in backhand, który leciał na tyle długo, aby spadać w momencie, gdy cuterzy już dobiegali do zony. Dysk złapał Lucjan wyskakując w powietrze tuż przed linią zony, a spadając już w niej. Szał euforia! Linia krzyczy, kibice szaleją. Udało się. Braveheart działa. A po meczu zagraliśmy jeszcze na luzie kilka punktów poza konkurencją, już w pomieszanych składach. Tym przyjemnym akcentem zakończyły się rozgrywki grupowe.
the-team
Nadszedł czas mecz ćwierćfinałowy. Mecz z nową poznańską ekipą ADHD. Świerzych graczy wspomagało kilku zawodników Uwagi oraz nie znany mi Niemiec, wiec łatwo nie było. Przynajmniej na początku. Po dziesięciu minutach było 4:0…dla ADHD. W normalnych okolicznościach drużyna na naszym miejscu powinna wziąć czas, ale u nas to nie działa. Próbowaliśmy obudzić się ze śpiączki, i udało się. Nie wiem jak, nie wiem dlaczego.. Po prostu odpaliliśmy rakietę, załapaliśmy flow i zaczęliśmy zdobywać punkty. Wygraliśmy kilku punktową przewagą. Piękne uczucie. Bilans sobotnich meczy 4:0. Ale nie chwal dnia przed zachodem słońca…
party-party
..Pozostała jeszcze impreza. Bifor u Nine Hillsow na rewirze. A w beach barze..uff, chyba każdy musiałby się wypowiadać za siebie. Mnie najbardziej zapadały w pamięć beer race’y z cup flipem na stole. Uczestniczyło w nich chyba z 12 osób z kilku polskich składów i nie tylko. To było wariactwo. Doping sięgał tylu decybeli że DJ prosił żebyśmy ściszyli. Tańce co prawda, nie trwały do białego rana jak rok temu, ale after party kto wie.. Nie podlega wątpliwości, że było wyśmienicie.
Alek float pass
Poranek ze świeżo przyjechanym Matim, przywitaliśmy z tuńczykiem w bułce. Spokojnym krokiem podreptaliśmy na boiska delektując się lekkim wiaterkiem, gdzie pierwszy mecz mogliśmy rozegrać o ludzkiej godzinie. Co tu dużo mówić. Uwaga Pies rozniosła nas około 12:3. Stawialiśmy opór przez jakieś pierwsze 7 minut..szkoda, że mecze trwały 50. Nici z finału. Pozostało nam walczyć o podium.
catch
I tu pojawia się wieeeelki uśmiech. Rozgrywka z Berlińską drużyną Spreevolvers była wspaniałym przeżyciem. Mecz był ciężki, zacięty, intensywny i (chyba) ładny do oglądania. Można się pokusić o stwierdzenie, że ukazało się tu trochę skilla. Wiele dłuższych trudnych podań, czasem longów, inside/outów, floaterów, kilka szybkich give’n'go, oraz hand block’ów. Na początku te ostatnie – zbicia, wymusiliśmy naszą zoną. Jednak Niemcy szybko rozszyfrowali nasz układ defensywny, i było gorzej. Nasze nastawione na szybką reakcje kontry, nie zawsze kończyły się punktem, a nasi rywale coraz lepiej przechodzili nasza obronę, co przechyliło szale zwycięstwa na ich stronę. Od początkowego prowadzenia, przez remis w połowie meczu, do porażki jednym punktem na końcu. Tak zakończyła się nasza gra na Sandslashu 2009.
Jednak nie skończyła się jeszcze zabawa, bo ta jaka zafundowaliśmy sobie po meczu ze Spreevolvers, przypomina mi dlaczego zakochałem się w Ultimate. Gierki w kołeczku, które prowadziła Nadia sprawiły, że totalnie zapomnieliśmy o wyniku i pogrążyliśmy się w dziecinnym świecie. Kupa śmiechu!
W tym samym czasie Uwaga toczyła walkę o pierwsze miejsce. Niestety dyski Lizbońskiego teamu Diz-Cu, które niewzruszone cięły wiatr okazały się zabójcze dla polskiej drużyny i musiała ona uznać wyższość Portugalczyków.
4th-place
Rozdanie nagród. Chyba każdy obecny zgodzi się, że wygraliśmy je wcale nie dostając nagrody za pierwsze miejsce. Nasz mały performance w około 25 osób (na rozdanie weszło całe Astro Family) skusił nawet prezydenta BULI. Wisienką na torcie był plażowy chillout do wieczora i meczyki niedobitków.
To było wspaniałe wydarzenie, pod względem zabawy i gry. Zajęliśmy czwarte miejsce na tym turnieju, a drugie z pośród polskich drużyn. To najwyższe w historii miejsce jakie osiągnęło Astro.
Naleśnik z wszystkimi dodatkami i w drogę.

Spirit of the Game otrzymał team Diz-Cu

Turniej Sandslash 2009 odbył sie 29-30.08.2009.
Astro Disco wystąpiło w składzie:
-Mati
-Nowy
-Aniou
-Alek
-Kożuch
-Kris
-Junior
-Bartolini
-Lucjan
-Majaz
-Elvis
-UOlcia

Lucjan

Dodaj komentarz